Talion leżał wygodnie na posłaniu ze skór.
Słuchał tego, co mówiła Ssen. Cierpliwie. Bez cienia gniewu, czy jakichkolwiek
emocji. Raz tylko wymienili porozumiewawcze spojrzenie z Muką, który również
przysłuchiwał się jej relacji stojąc w niedbałej pozie oparty ramieniem o
framugę drzwi.
- - Mówił, że ja to pomyślałem? Że chcę mu
złamać rękę? Tak się wyraził? – zapytał, gdy skończyła.
- -Taki był sens...
- - Hm... To oznacza, że… bywa omylny. Albo
manipuluje. Doskonale pamiętam tę myśl. Pomyślałem, że jeśli go nie puszczę,
złamię mu rękę. Zamierzałem puścić.
- - Dary nie manipulują – zaprzeczył Muka.
- - No, właśnie…
- - Mamy przynajmniej pewność, że to się
odzywa, gdy chłopak chce się bronić... Lub to chce bronić jego – zauważył Muka.
- - Nie wiemy nic... Poza tym, że miałem
rację. To się nie ulotniło, nie przeszło po prostu na Nithrę – mruknął ponuro
Talion. – A twoje założenie, można by to przyjąć, Muka, gdyby nie to, co się
stało w Arte, przy brodach. Żaden z Heurów go nie atakował... Odwrotnie...
Chcieli mu pomóc.
- - Znasz to tylko z jego relacji, nie?
- Niezupełnie. Ale w większości to
rzeczywiście jego zeznania – westchnął. – Niemniej porządnie musiałem go
wkurzyć, by coś się zaczęło dziać.
- Nauczył się to hamować... Nawyki... –
zaproponował rozwiązanie Muka.
- To pewnie też... Ale... Ja myślę, że
naprawdę powstrzymują go zasady. Ktoś go wyuczył.
- Wierzysz, że przekonania są w stanie
zrobić coś takiego?
- Do niedawna nie wierzyłem. Ale teraz
dopuszczam tę możliwość. Możliwość, bo jak sam zauważyłeś „dary nie manipulują”.
Jeżeli to nie błędna interpretacja, to…
Muka poczuł, że Ssen przygląda mu się
uważnie. Musnął ją wzrokiem i natychmiast uciekł spojrzeniem gdzieś w bok
nieporadnie udając, że jego spojrzenie było przypadkowe.
- Nie ma w nim zła... - podjął Talion. - W chłopaku. Irytuje się, gdy dotykasz jego życia. Jak każdy. Bywa rozgniewany. Ale zła nie ma. Za grosz... Za to,
coś co w nim siedzi jest złe – mruknął kwaśno Talion. – Tak to czułem. Nigdy
nie spotkałem się z czymś takim...
Muka
zmarszczył brwi nie rozumiejąc o co chodzi Talionowi. Nie istnieją ideały. To
zło gdzieś musi być. Im głębiej ukryte, tym groźniejsze. To, o czym mówił
Talion musiałoby oznaczać deformację osobowości.
- On nawet jak atakuje, nie jest twoim
wrogiem... - podjął Talion. - Nie w pełni w każdym razie. Ale... To, co jest w nim, jest inne. Stajesz się celem. Tylko celem. Bez emocji. Zupełnie tak, jakby coś spojrzało na ciebie tak jak ty patrzysz na środek tarczy.
- Takie to dziwne? Nas też się uczy, że
nie powinniśmy ulegać uczuciom... Może Arteńczycy to rozumieją...
- Nie... – podrapał się zdrową ręką po
brodzie. – To trudniejsze... My po
prostu wiemy, że nie powinniśmy... On... Po prostu nie czuje nic. Gdy atakuje.
Bo gdy tego nie robi, stara się nie ulegać emocjom, ale nie jest z kamienia.
Czuje. Nie umiem tego wyjaśnić...
- Nie umiesz... – potwierdził Muka.
Talion zamyślił się.
- To było jak...Jakby chłopaka już nie było. Jakby zostało coś innego.
- Może jakaś sugestia? – wtrąciła Ssen.- Nie wierzę w ten brak uczuć. Obserwuję go...
- Nie. Jestem na nią odporny – przypomniał
Talion. – Ale ja też nie wierzę. Niemniej to chyba... Coś innego. Ale... Muka... Wyobraź sobie przeciwnika, od którego
pragniesz zwycięstwa, którego przewaga cię cieszy, albo napełnia spokojem.
Kiedy zbierasz bęcki, jest w porządku…
- Próbuję... – mruknął kwaśno. – Ponoć są
tacy, którzy cenią sobie ból, poniżenie… Nawet je lubią.
- Nie – zaprzeczył Talion. – To nie to. On
nawet w chwili, gdy uaktywnił się Dziki Dar, nie pozwolił mu na działanie w
pełni…
- Mówiłeś, że chłopaka jakby nie było - przypomniała.
- Właśnie. Ale był. Nie dam rady... - mruknął z rezygnacją. - Jakoś na to wpłynął. Cofną to. Powstrzymał.
- Uważasz, że gdyby pozwolił, okazałby się
okrutniejszy...
- Zrobiłby to, co powinien.
- Kiria... – mruknął Muka. – Dalej nie
rozumiem...
- Mógł go zabić… - mruknęła Ssen. –
Powstrzymał Dziki Dar. To próbuje powiedzieć.
Talion nieznacznie skinął głową.
- Dzikich Darów nie da się powstrzymać –
zaoponował Muka. – Właśnie dlatego, że są dzikie.
- No właśnie… - potwierdził Talion
zwężając lekko oczy. – Może to coś zupełnie innego?
- I temu odkryciu warto poświęcić rękę?
- Poświęcić? Ponoć się zagoi… - mruknął. –
Nie dążyłem do poświęceń. Przyszły same.
- I nie odkryłeś nic poza pytaniami.
- Ssen, powiedz... Jak on się zachowuje
teraz?- zapytał Muka.
- Teraz... Jest przybity. Mało mówi. Mało
je. Wykonuje polecenia.
- Może czas mu zakłócić spokój... –
mruknął Muka. – Skoro Talion niczego nie wyjaśnił, może czas zapędzić go do
nauki...
- Czego ty go chcesz, Muka, uczyć?
- Zacznijmy od zwykłych rzeczy... Cóż mógłbym innego?...
Uciekli przed jego spojrzeniem. Równocześnie. Ciążyło im to. Podobnie jak jemu. Ale nie potrafili o tym rozmawiać.
Muka oparłszy się o ścianę przyglądał się
jak Ssen ściąga znad paleniska kociołek. Odkąd tu wszedł i pozwoliła sobie na
okazanie jakiejś radości z tego, że go widzi, nie spojrzała na niego ani raz
więcej. Zupełnie jakby gotowanie pochłonęło jej uwagę tak dalece, że zapomniała
o wszystkim. Wiedział, że tak nie było. Pewnie bała się tego spotkania. Sam
trochę się obawiał. Rzuciła mu w końcu przelotne spojrzenie, za którym zaraz
poszło skulenie ramion. Nie powinien milczeć, zdał sobie sprawę, to nie pomaga.
- Ssen...
- Usiądź... Dlaczego tak stoisz?
Wychodzisz?
Zawahał
się. Taki miał zamiar. Chciał jej powiedzieć, że nie pochwala jej decyzji.
Tyle. Nic nad to. Chciał, choć niezupełnie było to zgodne z tym, co myślał
naprawdę. Świadomość, że jest tu ktoś, z kim zna się od lat była dość
przyjemna. Usiadł.
- Jesteś głodny? – zapytała wycierając
ręce w płachtę lnu.
- Jestem głodny...
Uśmiechnęła się lekko i skinęła twierdząco
głową.
- Coś tam dla ciebie znajdę – przemknęła
wzrokiem po opasce na jego czole i zorientowała się, że zauważył to spojrzenie.
– Chciałabym zobaczyć... – wyjaśniła.
- Ale nie zobaczysz – uciął chłodno. –
Jest dobrze... – mruknął łagodniej.
Skinęła głową na znak zgody.
- Obiecali ci wyjaśnić... – zaczęła.
- Wyjaśnili – mruknął czując, jak mięśnie
brzucha reagują skurczem. – Mieli rację twierdząc, że lepiej nie wiedzieć.
- Wiem – powiedziała spokojnie.
- Jak to?
- Wiem i już. Tak to... – skrzywiła się
lekko.
- Nie chcę o tym mówić.
- W porządku... Rozumiem – wyczuła jego
napięcie.
Nie
było się czemu dziwić. Sięgnęła po zawinięte w len placki zbożowe. Zawahała
się. Wiedziała doskonale jaką przewidziano dla niego dietę. Dziękowała nawet
bogom, że ona sama nie musi się poddawać podobnym rygorom kulinarnym.
Ewentualnie... Nie umrze od tego – uśmiechnęła się lekko i sięgnęła po wędzony
ser i szynkę.
- Masz... – podała mu talerz i siadła
naprzeciw.
Nie zdołał ukryć zadowolenia z jej decyzji.
Karmiono go ostatnio niemal wyłącznie jarzynami. Miał tego serdecznie dość.
- Bardzo nieprzepisowe... – mruknął.
- I dobre – uśmiechnęła się. – Nie udawaj.
Jedz.
Nie musiała powtarzać.
- Posłuchaj – usiadła naprzeciw niego. - Chciałam
tu pracować między innymi dlatego – mruknęła. – Ktoś musi czasem pomyśleć o
tym, na co ty masz ochotę.
Zakrztusił się. Zaskoczyła go tymi słowami.
Spodziewał się, że swoim zwyczajem będzie uciekała od właściwego tematu. Nigdy
nie mówiła wprost o tym, że poświęca mu więcej uwagi, niż każdemu innemu. A
teraz uśmiechała się. Jakoś tak po prostu. Tyle, że to właśnie do niej nie
pasowało.
- Zdziwiony? Nie powinieneś być... Chyba
masz oczy, Muka? Chyba nie byłeś przez te wszystkie lata aż tak ślepy?
Nie był „aż tak” ślepy. Ale miał nadzieję,
że ona nigdy nie zbierze się w sobie, by mówić otwarcie o jakichś uczuciach.
Ona też nie była ślepa. Musiała rozumieć, że pomimo iż bardzo ją lubi i za
wiele szanuje, to jednak nie podziela jej uczuć. Odsunął talerz. Powiodła
spojrzeniem za ruchem jego ręki. I uśmiechnęła się z politowaniem.
- Muka... – zaczęła zanim cokolwiek zdążył
powiedzieć. – To naiwne. Nie jesteśmy
dziećmi. Ja wiem, jak jest. Ty wiesz, jak jest. Odarto nas z wszelkich sentymentów
już dawno temu. A czego nie zrobiono nam podczas szkolenia, uczyniliśmy sobie
nawzajem... Już dawno nie żyję marzeniami zakochanej w tobie dziewczyny, którą
bez wątpienia byłam.
- Hm... Jakimi więc żyjesz? – zapytał
głucho.
Nigdy
się od tego nie potrafił uwolnić... Od uczucia, że właśnie on nie powinien
czerpać z tego, co ona miała do zaoferowania... Bo nie mógł dać niczego w
zamian. Niczego z tego, co oczekiwała. A jednak było wygodnie sięgać po jej
pomoc. Nie zawodziła. W żadnej kwestii. Nie trzeba się było zastanawiać nad
szczerością jej intencji. Była zawsze szczera. Jak każdy, kto kocha.
- Jakimi? Lubię cię mieć na oku. Sprawia
mi to egoistyczną przyjemność, gdy wiem co się z tobą dzieje. Niczego więcej
nie chcę. Już... Dawno. Rzecz w tym, że ty trochę oślepłeś na to, co się
zmienia... – uśmiechnęła się lekko. – Dopuściłeś do siebie myśl, że byłam
zakochana, nie zauważyłeś jednak kiedy odpuściłam. Dawno... Parę lat temu, Muka, zrozumiałam, że najwyżej cenię sobie przyjaźń,
jaka nas łączy. Że jeżeli będę się upierać przy swoim, ta przyjaźń nie będzie
możliwa. Zrozumiałam, że... Nie potrzebuję cię na własność. Ot i co... Nie
zauważyłeś...
- Niezupełnie potrafię uwierzyć.
- W co? Własną ślepotę, czy naiwność? Co
ty sobie, Muka, wyobrażasz na mój temat? Że nie śpię po nocach z miłości do
ciebie? Że nie potrafię złączyć się z kimś innym, bo ciągle mam przed oczyma
ciebie? Że moje życie stało się przez ciebie niepełne, albo trudniejsze?
Trafiała bezbłędnie. Tak właśnie sądził. I
nie zawsze miał ochotę radzić sobie z tym, że ją unieszczęśliwia w jakiś
sposób. Słuchał więc w milczeniu. Roześmiała się.
- Muka, w tych kwestiach utknąłeś na
poziomie nastolatka! – jej oczy rzeczywiście się śmiały. – Zrozumiałam to, jak
uciekłeś po raz pierwszy... Nie próbuję cię obrazić... – powiedziała łagodnie
widząc jego minę. – Po prostu musimy sobie coś wyjaśnić. Śpię spokojniej, jak
wiem, że jesteś cały i zdrowy. To prawda, ale twoja osoba raczej rzadko spędza
mi sen z powiek. Chyba, że robisz coś głupiego... No, mniejsza... Byłam z
wieloma mężczyznami. Tak wieloma, że to nawet trochę śmieszne, że nigdy z
tobą... Ale tu właśnie na przeszkodzie stało nie to, co ja o tobie myślałam,
ale to co ty myślisz na mój temat. Zresztą... Twoje istnienie nie przeszkadzało
mi w spełnieniu w tych kwestiach i nie wyobrażałam sobie będąc z kimś innym, że
jestem z tobą... Byłam też zakochana w kimś innym, czego też nie dostrzegłeś...
Zapewniam cię... Moje życie jest pełne i robię w nim zazwyczaj to, na co
naprawdę mam ochotę. To, że jestem tutaj ma wprawdzie związek z tobą, ale nie
taki, jak ty sądzisz. Uważasz pewnie, że marnuję swoją przyszłość, że mogłabym
zajść znacznie dalej, więcej znaczyć. Może trudno ci to pojąć, ale... Nie
interesuje mnie to większe znaczenie. Tutaj mam sporo do powiedzenia i moje
umiejętności naprawdę się przydają. To cieszy. Dobrze to przemyślałam, zanim
podjęłam decyzję. I zrobiłam to dla siebie. Nie dla ciebie. Przynajmniej nie w
takim stopniu, byś musiał się obawiać.
- Chcesz mnie gładką mową wytrącić z
przeświadczeń nastolatka? – powiedział chłodno. – Obawiam się, że dobrze
przemyślałaś co mi dzisiaj powiedzieć, bym postrzegał sprawy tak, jak ty chcesz
bym je widział. Nie przygotowałem się na tę rozmowę tak dobrze jak ty, więc
chyba ci w niej nie dorównam...
- Nie przygotowywałam się na nią, Muka.
Próbuję być szczera. Drażnią mnie też niektóre z twoich zachowań. Chciałam
uniknąć tej rozmowy równie mocno jak ty, ale jeszcze bardziej nie chcę więcej
zastanawiać się, co mogę, a czego nie mogę zrobić, powiedzieć i poczuć w
stosunku do najlepszego przyjaciela jakiego kiedykolwiek miałam. Widzisz... Z
przyjaźnią jest tak, że niewiele różni się od miłości. To jakieś braterstwo,
które łączy dwoje ludzi. Niemniej różnica jest.
- Zasadnicza – mruknął.
- Owszem. Kiedy łączy nas miłość, należymy
do kogoś. Nawet, gdybyśmy sobie długo tłumaczyli, że druga osoba nie jest naszą
własnością i starali się to bardzo szanować, to jednak... My sami w jakiś
sposób do niej należymy. Naiwnością jest zakładanie, że można tego uniknąć. W
przyjaźni tego nie ma. Wciąż należymy wyłącznie do siebie i ciągle możemy
postępować tak, jak ktoś wolny. Robimy wtedy więcej dla siebie i wyłącznie z
własnego punktu widzenia. Nikt przecież nie ma o to pretensji. Z czasem dorasta
się do takiego momentu, że taki stan rzeczy po prostu bardziej odpowiada,
rozumiesz?
- Chyba tak... – mruknął.
Popatrzył na nią. Nie uśmiechała się, ale
też nie wyglądała na kogoś, komu ciężko przechodzą przez gardło podobne prawdy.
Przygryzł wargi. Uczucia miał mieszane. To, co powiedziała było właściwie
wszystkim, co mógłby chcieć w ich relacjach. Zbyt dokładnie wszystkim, dlatego
temu nie ufał.
- Co najbardziej cię dręczy po tym, co
usłyszałeś? – zapytała po chwili milczenia.
- Co? Chyba to, że nadal nie mogę w tym
polubić siebie, czy raczej swojej roli, Ssen.
Uśmiechnęła się lekko.
- Spróbuj polubić, bo ja przestanę lubić
ciebie. Dla mnie ta sytuacja też jest męcząca.
- Potrafiłabyś?
- Owszem, Muka. Dziś jestem cholernie
bliska tego, by oczekiwać od ciebie tego, co od wszystkich...
- Czyli?
- Tu, w Drugim Domu, jestem arcykapłanką,
Muka. Inni jak przychodzą po pomoc, zwracają się najpierw z prośbą, by
zezwolono im na spotkanie ze mną, a gdy wchodzą rozmowę zaczynają od pokłonu.
Niskiego.
- Da się załatwić – najeżył się nagle.
- Nie bądź śmieszny – uspokoiła go
kolejnym uśmiechem. – Byłoby bardzo trudne.
- Niekoniecznie... – mruknął kwaśno. – A
może nawet pomocne.
- Wątpię – westchnęła i wstała.
Wróciła po chwili i postawiła przed nim
butelkę.
- Napij się, jeśli nie możesz tego
wszystkiego przyjąć na trzeźwo...
- Nie obrażaj mnie.
- Nie próbuję nawet – roześmiała się cicho
i sama nalała sobie do kubka wina. – Nie będę przecież piła sama.
- Wolałbym najpierw zjeść... – mruknął.
- Poczekam – odstawiła kubek.
- Czekaj – uśmiechnął się krzywo i
wzruszył ramionami.
Sięgnął ponownie po talerz. Popatrzył na nią
z niechęcią. Udawaną. Nawet jeśli dziś kłamała, to przecież trudno byłoby nie
docenić. Jeśli nie udawała... Poczuł jakieś ukłucie. Cóż, adoracja zawsze mile
łechta ego. Uśmiechnął się krzywo. Były czasy, gdy upijali się razem. Potrafiła
wtedy porządnie nabroić. Rzeczywiście, trochę jak dzieci... – pomyślał spokojniej.
Leżała w niedbałej pozie. Nakryta jedynie
cienką materią. Ignorował to ciało tak długo? Ciekawe… Dziś nie do końca miał
ochotę to robić. Było naprawdę piękne.
- Odkąd wiedziałaś? – zapytał nagle.
Przekręciła się na bok i popatrzyła na niego
sennie.
- O twojej przeszłości?
- Ha...
- Od... Chyba od zawsze. Odkąd cię
poznałam. Może nawet zanim... Bo zanim cię przywlekli, był ktoś kto raportował.
Nie pamiętam kto.
- Dlaczego nie powiedziałaś?
- A po co? Jakie to niby ma znaczenie… –
mruknęła.
- I mimo to...
- Nie miałeś na to wpływu, Muka – ucięła
zamykając demonstracyjnie oczy.
Po chwili zasnęła. Przez chwilę patrzył na
nią w zamyśleniu. Ostateczna próba przyjaźni? – zadał sobie pytanie tuż przed
zaśnięciem. – Zobaczymy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz