poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Asuna XIV


***

    Nithra przewiesił przez siodło nieprzytomnego Arteńczyka, miękko wskoczył na konia, usadził tamtego przed sobą i dla wygody przeplótł przez jego pierś poprzecznie biegnący pas, który przerzucił sobie przez grzbiet. Zwolniło to ręce od konieczności podtrzymywania chłopaka, ale nie było bezpieczne dla jeźdźca. Tuen Angh nie zareagowała wiedząc, że zawiązał mocowanie tak, by w ułamku chwili móc się uwolnić od niewygodnego balastu. Zerknął na nią z ukosa, jakby szykował się do odparowania jej ewentualnej riposty.
-                Cierpi? – zapytała zawodząc jego oczekiwania.
    Drgnął lekko, ale skinął tylko twierdząco głową. Mogłaby pochwalić go teraz za rozsądek. Sposoby jakimi on mógł sprawić, że tamten męczyłby się mniej, były w tym przypadku niebezpieczne. Przynajmniej istniała taka możliwość dopóki nie dowiedzą się więcej na jego temat. Ona też niewiele mogła zrobić. Szybko odtworzyła listę umiejętności towarzyszącego im Huriona. Długą listę, ale odnośnie tej konkretnej sprawy nieprzydatną.
-                Powinien się obudzić koło świtu... Wtedy możemy spróbować ziołami...
-                Ha... – potwierdził cicho i nacisnął kolanami na boki konia.
   Nithra nigdy nie był zbytnio rozmowny i jego towarzystwo rzadko było miłe. Opryskliwość i chłód jakimi nasycone było posłuszeństwo tego wojownika zniechęcało do niego niemal wszystkich tych, którzy jednocześnie podziwiali jego umiejętności. Mistrz w stosowaniu iluzji, jeden z najsprawniejszych wojowników Trzeciego Domu zapewne rychło zostanie powołany do elity Nitthor Tah, tej samej, której szeregi zasilała ona. Była przychylna takiemu rozwiązaniu. Mogła znosić jego humory, skoro w zamian istniała szansa korzystania z jego intelektu, sprawności. I darów. Stanowił niemożliwą do określenia liczbę kombinacji. A ona uwielbiała to wszystko, co dawało możliwości potencjalnie wszechstronne.

      Już wieczorem wiedziała, że coś się dzieje. Nithra coraz rzadziej zauważał jej spojrzenia i prawie wcale nie próbował na nie odpowiadać. To nie w jego stylu. W takiej sytuacji powinien natychmiast próbować przegonić ją hardym spojrzeniem, albo jakąś kąśliwą uwagą.
- Kiria! – warknął nagle przez zęby pochylając się na bok.
     Zatrzymał wierzchowca i przez chwilę siedział w bezruchu zaciskając z całej siły oczy. I pięści. Nie zadała pytania. Czekała. Hurion również. Zastygł nieruchomo w siodle i utkwił wzrok w twarzy Nithry. Coś analizował. Wreszcie zeskoczył z konia i podszedł do przyjaciela.
- Broni się – tamten wyjaśnił krótko. – Cholernie skutecznie...
- On? – zapytał Hurion.
    Potrząsnął przecząco głową po czym rozplótł jednym szarpnięciem pasy, które przytrzymywały przy nim Arteńczyka. Zeskoczył z konia asekurując jednocześnie nieprzytomnego Asunę przed upadkiem. Hurion ściągnął chłopaka na ziemię. Nithra przyglądał się temu ze znużeniem myśląc nad czymś intensywnie. Jego wzrok przemknął ku wciąż siedzącej w siodle Tuen Angh. Powód dla którego towarzyszyła im był aż nadto oczywisty. Łza Światów – bo tak należało tłumaczyć jej imię – była mistrzynią w zadawaniu szybkiej śmierci. Przed oczyma stanęła mu drobna twarz dziewczynki. „Nagrodą za to, że kochałaś, niech będzie wiedza o tym, że żyje.” Nie lubił łamać danego słowa, nawet jeśli obietnica dotyczyła dziecka z Pogranicza. Albo... Zwłaszcza wtedy. Otarł pot z czoła.
-    Posłuchajcie... – mruknął. – Spróbuję trochę go wyręczyć... On po prostu tego nie wytrzymuje... Ale ja też długo nie wytrzymam. Musimy się spieszyć.
    Phervetiel przyglądała mu się badawczo. Może zrozumiała jego motywy, a może po prostu nie miała ochoty na kłótnię. Bo, że po prostu mu ufa, założyć nie potrafił. Skinęła twierdząco głową.
-    Będziemy się spieszyć. Lepiej, żeby zajęli się nim jak najszybciej.
-    Ha... – mruknął obliczając w myślach na ile czasu musi rozłożyć siły. – Jeśli dotrzemy tam przed południem, powinienem dać radę.
-    Ale... Pewności nie masz? – zaoponował cicho Hurion.
     Doskonale rozumiał, czym grozi to, co zamierza przyjaciel. W razie kłopotów, w najlepszym wypadku zamieni się w roślinę, która nie ma pojęcia do czego służy mózg. W bardziej prawdopodobnym  niepowodzenie doprowadzi do tego, że umrze. A na pewno, jakkolwiek to pójdzie - zostawi ślad. Buszowanie po czyimś umyśle, do którego przymierzał się Nithra nie uchodzi bezkarnie. Nigdy. Jeśli chce się przeżywać coś na równi z tym kogo się przejmuje. Nawet jeśli ma to trwać przez krótki czas. Poza tym Nithra miał w tej technice mierne doświadczenie, znał teorię, pewnie jak zwykle lepiej niż ktokolwiek inny, ale...
-    A ty byś miał? – Nithra wzruszył ramionami. – Od tego jesteśmy, nie? Mamy chronić... – Hurion przygryzł dolną wargę. Nie odpowiedział. W rzeczy samej tak było, nawet jeśli najczęściej oznaczało to zabijanie. - Gdyby coś się stało.... A ja... – podjął Nithra krzywiąc się lekko. - Gdybym nie zmarł, dobijesz mnie, zrozumiałeś?
     W jego głosie było tyleż szyderstwa, co powagi. Hurion splunął i popatrzył gdzieś w bok.
- Z przyjemnością... – mruknął ponuro. - Bo mnie wkurzasz.
     Nithra uśmiechnął się lekko i klepnął go po ramieniu po czym sięgnął po bukłak z wodą i szybko wypił parę łyków. Gdy skończył, przez chwilę jeszcze nad czymś się zastanawiał. Uznał jednak, że nie musi już dzielić się swymi myślami i ruszył ku Arteńczywkowi.
     Asuna oddychał krótkimi, nerwowymi haustami, jakby obawiał się, że może nie zdążyć po raz kolejny nabrać powietrza. Żyły na jego skroni zarysowały się mocno świadcząc o wysiłku, którego nie zdradzały rozluźnione mięśnie. Pochylił się nad nim, by sięgnąć do nadgarstków.
- Poczekaj!
     Phervetial miękkim susem znalazła się przy nim. Na moment ich spojrzenia się spotkały. Nithra zmarszczył gniewnie brwi sądząc, że Tuen Angh zamierza mu przeszkodzić. Ale nie. Tylko położyła dłonie na ramionach chłopaka, wymruczała parę słów w języku, którego nawet im nie wolno się było uczyć i zacisnęła mocniej palce obejmujące ciało tamtego.
-    Nie będzie ci przynajmniej przeszkadzał... – powiedziała spokojnie. – A swoją drogą, Nithra, jeśli Hurion nie będzie musiał dotrzymać danego ci słowa, sama zgłoszę twój sukces w tej materii. Możesz się spodziewać, że niemal natychmiast zostaniesz przeniesiony do Grot. Pomyślałeś o tym?
-    Oczywiście... – uśmiechnął się krzywo. – Przecież przede wszystkim chodzi o moją karierę...
               Nie kpij... – warknęła wstając. - Mogę ci obiecać, że...
               Że?
               Jeśli Hurion nie da rady, ja to zrobię. Nie pozwolę byś był nikim.
               O! - Uniósł brwi. - Nie spodziewałem się takiego zaszczytu z twojej strony.
               To nie zaszczyt – syknęła. - To litość.
     Była na siebie zła. Powinna mu zabronić, co i tak pewnie niczego by nie zmieniło. Niemniej, zamiast wypełnić obowiązek, chciała go zmotywować, może dodać odwagi. Zbędny trud. On nie potrafił doceniać podobnych rzeczy. Nithra sięgnął zdecydowanie do skroni Arteńczyka. Przez chwilę w skupieniu układał palce. Gdzie on się tego nauczył? – pomyślała z napięciem. – Jego prowadzący na pewno nie... Patrzyła jak głowa wojownika powoli opada na piersi a odsłonięte czoło marszczy się z wysiłku. Przejęcie to potężna wola i ogromne siły rozłożone z jednej strony na konieczność zachowania siebie, gotowość przyjęcia wszystkiego, co się zastanie i stanowczość jaka pozwala na uzyskanie władzy nad umysłem do którego się wnika. Nie będzie innej manifestacji tej siły nad ślady wysiłku. Wiedziała o tym, ale sama niegdyś próbowała się nauczyć czegoś takiego i skończyło się to niepowodzeniem. Doskonale wiedziała jak wiele teraz robi Nithra.

    ...Poczuł, że się zapada w jakąś nicość, jak dławi się oddechem. Fala bólu spłynęła wzdłuż grzbietu wrzątkiem. Szybko. Tak, że ledwo ją zdążył zapamiętać, nim znikła. Wokół rozbrzmiewały jakieś modlitewne szepty, rwane nagle i wzmagające się niespodziewanie. Patrzył. Nie rozumiejąc odkształceń perspektywy, tego, że wszystko co widział zdawało się pochylać nad nim. Nie potrafiąc ustalić  źródła następujących po sobie dźwięków. Nie potrafił nawet skupić myśli na czymkolwiek, co mogłoby przynieść jakieś wyjaśnienia. Zaskoczenie i lęk jakie zaczęły nim władać okazały się zbyt silne, by odrzucić je którymkolwiek ze sposobów jakie znał. Poddał się. Szybko. Jak dziecko.

    Wszystko nasycone było wrażeniem obecności czegoś obcego. Czegoś, co na pewno nie należało do  Pogrnicznika. Asuna nosił w sobie wroga, który chciał go sobie podporządkować. Zrozumiał to, nim poczuł tę obecność bardziej namacalnie. I przeraził się. Bo dużym ryzykiem było wpuszczanie w siebie Dzikiego Daru, ale nawet nie potrafił przewidzieć konsekwencji otworzenia do siebie dostępu innemu bytowi.

Jesteś.

    Głos nie pochodził od niczego, co znał. I nie było ust, które by go wypowiadały. Nie było twarzy, sylwetki. Nic. Tylko głos. Czekał. Nagle poczuł przypływ sił. I spokój. Taki, jaki ogarniał go przed walką. To będzie walka – uzmysłowił sobie.

Jesteś w moim umyśle.
Tak...
Nareszcie...

     „Moim?” To coś uważało się za właściciela. Zwycięzca. Poczuł, jak przez jego ciało przenika chłód. Ogarnia je. Gniecie w jakichś kleszczach. Podjął wysiłek, by popatrzeć. Gdzie? Jeśli pojawiał się jakiś dźwięk, rozbrzmiewał jednocześnie z każdej ze stron.  Próba została podsumowana cichym, miękkim śmiechem. Drapieżnik.
Nie wierć się.
Chcę ci się przyjrzeć.

    Nithra w jednej chwili skupił wolę na tym głosie. Kosztem osłabienia własnych sił. Udało się. Zobaczył to. Na ułamek chwili, zaledwie cienistą sylwetkę. Ale to wystarczyło, by umiejscowić ją w jaźni Asuny, odizolować się od niej. Tylko do południa – pomyślał porażając lekko system nerwowy i zapadając się w to wszystko, co kontrolowało ciało Arteńczyka. Zsynchronizował się z tym, przelał na swoje ciało,na swój mózg płynące z tamtego ciała komunikaty. Uchwycił to wszystko, ogarnął prostą wizualizacją zamykając w obrębie siebie. I miał ochotę zawyć. Świadomość sieknęła wściekłym bólem miażdżonych nadmiarem tkanek. Nadmiar. Nithra skupił całą wolę. Mniej. Bardziej nieruchomo. Bez buntu. To tylko ból. Ma być do zniesienia.
      Phervetiel przyklęknęła przy nim czekając aż otworzy oczy. Spokojnie powtórzyła jego imię. Powieki Nithry drgnęły lekko i powędrowało ku niej puste spojrzenie. Nie mógł jej widzieć.
     Udało mu się – stwierdziła zaskoczona tym faktem jakby cały czas zakładała, że jego wysiłek musi skończyć się niepowodzeniem. Czekała aż mięśnie ponownie nabiorą sił, by mógł powstać. Szybko zebrał się w sobie. Na tyle szybko, że znów była zaskoczona. To naprawdę odbywa się na najwyższym poziomie – pomyślała. – On nie powinien marnować czasu w Trzecim Domu... Sama potrzebowała kilku godzin, by otrząsnąć się po nieudanej próbie. Nie przejęła niczego, a on uczyniwszy to, po chwili już mógł dosiąść konia.
- Hurion... Może ja... – zaproponowała.
     Popatrzył na nią obojętnie i wskoczył na siodło za Nithrą. To, że tamten się trzymał nie oznaczało, że wkrótce nie będzie potrzebował asekuracji. Oboje zerknęli na Asunę. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie obudził się z głębokiego snu. W pewnym sensie mógł się tak właśnie czuć. Było oczywiste, że nie za bardzo rozumie gdzie jest i skąd się tu wziął.
- Pamiętasz nas? – zapytała.
     Patrzył na nią ponuro rozpoznając w niej Nitthor Tah, kogoś kogo bać się uczono go całe życie.
- Tak... Przyjechaliście po mnie...
- Owszem. Jesteśmy w pół drogi do siedziby Nitthor Tah...
- Spałem...
- Nie – powiedziała chłodno. Nie miała ochoty tłumaczyć wszystkiego. I chciała to pozostawić Nithrze. – Pamiętasz co się z tobą działo?
- Tak... – skrzywił się lekko i sięgnął do skroni po chwili opuścił rękę i popatrzył na nią pytająco.
    Nie uzyskawszy odpowiedzi na to spojrzenie popatrzył na Huriona i Nithrę.
- Co mu jest? – zapytał.
- Nie ważne – mruknęła. – Jak się czujesz?
- Nie wiem...
- Nie wiesz?
- Nie wiem jak to zrobiliście, ale w miarę normalnie...
- Odpoczywaj więc – mruknęła. – Jedziemy.
    Popatrzył na stojącego w pobliżu konia. Zwierzę było piękne.
- No... Wsiadaj. Jedziemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz