***
Nithra przewiesił przez siodło
nieprzytomnego Arteńczyka, miękko wskoczył na konia, usadził tamtego przed sobą
i dla wygody przeplótł przez jego pierś poprzecznie biegnący pas, który
przerzucił sobie przez grzbiet. Zwolniło to ręce od konieczności podtrzymywania chłopaka, ale nie było bezpieczne dla jeźdźca. Tuen Angh nie
zareagowała wiedząc, że zawiązał mocowanie tak, by w ułamku chwili móc się
uwolnić od niewygodnego balastu. Zerknął na nią z ukosa, jakby szykował się do
odparowania jej ewentualnej riposty.
-
Cierpi? – zapytała zawodząc jego oczekiwania.
Drgnął lekko, ale skinął tylko
twierdząco głową. Mogłaby pochwalić go teraz za rozsądek. Sposoby jakimi on
mógł sprawić, że tamten męczyłby się mniej, były w tym przypadku niebezpieczne.
Przynajmniej istniała taka możliwość dopóki nie dowiedzą się więcej na jego
temat. Ona też niewiele mogła zrobić. Szybko odtworzyła listę umiejętności
towarzyszącego im Huriona. Długą listę, ale odnośnie tej konkretnej sprawy
nieprzydatną.
-
Powinien się obudzić koło świtu... Wtedy możemy
spróbować ziołami...
-
Ha... – potwierdził cicho i nacisnął kolanami na
boki konia.
Nithra nigdy nie był zbytnio
rozmowny i jego towarzystwo rzadko było miłe. Opryskliwość i chłód jakimi
nasycone było posłuszeństwo tego wojownika zniechęcało do niego niemal
wszystkich tych, którzy jednocześnie podziwiali jego umiejętności. Mistrz w
stosowaniu iluzji, jeden z najsprawniejszych wojowników Trzeciego Domu zapewne
rychło zostanie powołany do elity Nitthor Tah, tej samej, której szeregi
zasilała ona. Była przychylna takiemu rozwiązaniu. Mogła znosić jego humory,
skoro w zamian istniała szansa korzystania z jego intelektu, sprawności. I darów.
Stanowił niemożliwą do określenia liczbę kombinacji. A ona uwielbiała to
wszystko, co dawało możliwości potencjalnie wszechstronne.
Już wieczorem wiedziała, że coś się dzieje. Nithra coraz rzadziej zauważał jej spojrzenia i prawie wcale nie próbował na
nie odpowiadać. To nie w jego stylu. W takiej sytuacji powinien natychmiast
próbować przegonić ją hardym spojrzeniem, albo jakąś kąśliwą uwagą.
- Kiria! – warknął nagle przez zęby pochylając się
na bok.
Zatrzymał wierzchowca i przez chwilę siedział w bezruchu zaciskając z
całej siły oczy. I pięści. Nie zadała pytania. Czekała. Hurion również. Zastygł
nieruchomo w siodle i utkwił wzrok w twarzy Nithry. Coś analizował. Wreszcie
zeskoczył z konia i podszedł do przyjaciela.
- Broni się – tamten wyjaśnił krótko. – Cholernie
skutecznie...
- On? – zapytał Hurion.
Potrząsnął przecząco głową po czym rozplótł jednym szarpnięciem pasy,
które przytrzymywały przy nim Arteńczyka. Zeskoczył z konia asekurując
jednocześnie nieprzytomnego Asunę przed upadkiem. Hurion ściągnął chłopaka na
ziemię. Nithra przyglądał się temu ze znużeniem myśląc nad czymś intensywnie.
Jego wzrok przemknął ku wciąż siedzącej w siodle Tuen Angh. Powód dla którego
towarzyszyła im był aż nadto oczywisty. Łza Światów – bo tak należało tłumaczyć
jej imię – była mistrzynią w zadawaniu szybkiej śmierci. Przed oczyma stanęła
mu drobna twarz dziewczynki. „Nagrodą za to, że kochałaś, niech
będzie wiedza o tym, że żyje.” Nie lubił łamać danego słowa, nawet jeśli
obietnica dotyczyła dziecka z Pogranicza. Albo... Zwłaszcza wtedy. Otarł pot z
czoła.
-
Posłuchajcie... – mruknął. – Spróbuję trochę go wyręczyć... On po prostu
tego nie wytrzymuje... Ale ja też długo nie wytrzymam. Musimy się spieszyć.
Phervetiel przyglądała mu się badawczo. Może zrozumiała jego motywy, a
może po prostu nie miała ochoty na kłótnię. Bo, że po prostu mu ufa, założyć nie potrafił. Skinęła twierdząco głową.
- Będziemy się spieszyć. Lepiej, żeby zajęli się
nim jak najszybciej.
- Ha... –
mruknął obliczając w myślach na ile czasu musi rozłożyć siły. – Jeśli dotrzemy
tam przed południem, powinienem dać radę.
- Ale...
Pewności nie masz? – zaoponował cicho Hurion.
Doskonale rozumiał, czym grozi to, co zamierza przyjaciel. W razie
kłopotów, w najlepszym wypadku zamieni się w roślinę, która nie ma pojęcia do
czego służy mózg. W bardziej prawdopodobnym niepowodzenie doprowadzi do
tego, że umrze. A na pewno, jakkolwiek to pójdzie - zostawi ślad. Buszowanie po czyimś umyśle, do którego przymierzał się Nithra
nie uchodzi bezkarnie. Nigdy. Jeśli chce się przeżywać coś na równi z tym kogo
się przejmuje. Nawet jeśli ma to trwać przez krótki czas. Poza tym Nithra miał
w tej technice mierne doświadczenie, znał teorię, pewnie jak zwykle lepiej niż
ktokolwiek inny, ale...
- A ty byś
miał? – Nithra wzruszył ramionami. – Od tego jesteśmy, nie? Mamy chronić... –
Hurion przygryzł dolną wargę. Nie odpowiedział. W rzeczy samej tak było, nawet
jeśli najczęściej oznaczało to zabijanie. - Gdyby coś się stało.... A ja... –
podjął Nithra krzywiąc się lekko. - Gdybym nie zmarł, dobijesz mnie,
zrozumiałeś?
W jego
głosie było tyleż szyderstwa, co powagi. Hurion splunął i popatrzył gdzieś w
bok.
- Z przyjemnością... – mruknął ponuro. - Bo mnie
wkurzasz.
Nithra
uśmiechnął się lekko i klepnął go po ramieniu po czym sięgnął po bukłak z wodą
i szybko wypił parę łyków. Gdy skończył, przez chwilę
jeszcze nad czymś się zastanawiał. Uznał jednak, że nie musi już dzielić się
swymi myślami i ruszył ku Arteńczywkowi.
Asuna
oddychał krótkimi, nerwowymi haustami, jakby obawiał się, że może nie zdążyć po
raz kolejny nabrać powietrza. Żyły na jego skroni zarysowały się mocno
świadcząc o wysiłku, którego nie zdradzały rozluźnione mięśnie. Pochylił się
nad nim, by sięgnąć do nadgarstków.
- Poczekaj!
Phervetial miękkim susem znalazła się przy nim. Na moment ich spojrzenia
się spotkały. Nithra zmarszczył gniewnie brwi sądząc, że Tuen Angh zamierza mu
przeszkodzić. Ale nie. Tylko położyła dłonie na ramionach chłopaka, wymruczała
parę słów w języku, którego nawet im nie wolno się było uczyć i zacisnęła
mocniej palce obejmujące ciało tamtego.
- Nie
będzie ci przynajmniej przeszkadzał... – powiedziała spokojnie. – A swoją
drogą, Nithra, jeśli Hurion nie będzie musiał dotrzymać danego ci słowa, sama
zgłoszę twój sukces w tej materii. Możesz się spodziewać, że niemal natychmiast
zostaniesz przeniesiony do Grot. Pomyślałeś o tym?
-
Oczywiście... – uśmiechnął się krzywo. – Przecież przede wszystkim
chodzi o moją karierę...
–
Nie kpij... – warknęła
wstając. - Mogę ci obiecać, że...
–
Że?
–
Jeśli Hurion nie da
rady, ja to zrobię. Nie pozwolę byś był nikim.
–
O! - Uniósł brwi. - Nie
spodziewałem się takiego zaszczytu z twojej strony.
–
To nie zaszczyt –
syknęła. - To litość.
Była na
siebie zła. Powinna mu zabronić, co i tak pewnie niczego by nie zmieniło.
Niemniej, zamiast wypełnić obowiązek, chciała go zmotywować, może dodać odwagi.
Zbędny trud. On nie potrafił doceniać podobnych rzeczy. Nithra sięgnął
zdecydowanie do skroni Arteńczyka. Przez chwilę w skupieniu układał palce. Gdzie on się
tego nauczył? – pomyślała z napięciem. – Jego prowadzący na pewno nie...
Patrzyła jak głowa wojownika powoli opada na piersi a odsłonięte czoło marszczy się
z wysiłku. Przejęcie to potężna wola i ogromne siły rozłożone z jednej strony
na konieczność zachowania siebie, gotowość przyjęcia wszystkiego, co się zastanie
i stanowczość jaka pozwala na uzyskanie władzy nad umysłem do którego się
wnika. Nie będzie innej manifestacji tej siły nad ślady wysiłku. Wiedziała o
tym, ale sama niegdyś próbowała się nauczyć czegoś takiego i skończyło się to
niepowodzeniem. Doskonale wiedziała jak wiele teraz robi Nithra.
...Poczuł, że się zapada w jakąś nicość, jak dławi się oddechem. Fala
bólu spłynęła wzdłuż grzbietu wrzątkiem. Szybko. Tak, że ledwo ją zdążył
zapamiętać, nim znikła. Wokół rozbrzmiewały jakieś modlitewne szepty, rwane
nagle i wzmagające się niespodziewanie. Patrzył. Nie rozumiejąc odkształceń
perspektywy, tego, że wszystko co widział zdawało się pochylać nad nim. Nie
potrafiąc ustalić źródła następujących
po sobie dźwięków. Nie potrafił nawet skupić myśli na czymkolwiek, co mogłoby
przynieść jakieś wyjaśnienia. Zaskoczenie i lęk jakie zaczęły nim władać
okazały się zbyt silne, by odrzucić je którymkolwiek ze sposobów jakie znał.
Poddał się. Szybko. Jak dziecko.
Wszystko
nasycone było wrażeniem obecności czegoś obcego. Czegoś, co na pewno nie
należało do Pogrnicznika. Asuna nosił w
sobie wroga, który chciał go sobie podporządkować. Zrozumiał to, nim poczuł tę
obecność bardziej namacalnie. I przeraził się. Bo dużym ryzykiem było
wpuszczanie w siebie Dzikiego Daru, ale nawet nie potrafił przewidzieć
konsekwencji otworzenia do siebie dostępu innemu bytowi.
Jesteś.
Głos nie
pochodził od niczego, co znał. I nie było ust, które by go wypowiadały. Nie
było twarzy, sylwetki. Nic. Tylko głos. Czekał. Nagle poczuł przypływ sił. I
spokój. Taki, jaki ogarniał go przed walką. To będzie walka – uzmysłowił sobie.
Jesteś
w moim umyśle.
Tak...
Nareszcie...
„Moim?”
To coś uważało się za właściciela. Zwycięzca. Poczuł, jak przez jego ciało
przenika chłód. Ogarnia je. Gniecie w jakichś kleszczach. Podjął wysiłek, by
popatrzeć. Gdzie? Jeśli pojawiał się jakiś dźwięk, rozbrzmiewał jednocześnie z
każdej ze stron. Próba została
podsumowana cichym, miękkim śmiechem. Drapieżnik.
Nie wierć się.
Chcę ci
się przyjrzeć.
Nithra w
jednej chwili skupił wolę na tym głosie. Kosztem osłabienia własnych sił. Udało
się. Zobaczył to. Na ułamek chwili, zaledwie cienistą sylwetkę. Ale to
wystarczyło, by umiejscowić ją w jaźni Asuny, odizolować się od niej. Tylko do południa – pomyślał porażając lekko system nerwowy i zapadając się w to
wszystko, co kontrolowało ciało Arteńczyka. Zsynchronizował się z tym, przelał
na swoje ciało,na swój mózg płynące z tamtego ciała komunikaty. Uchwycił to
wszystko, ogarnął prostą wizualizacją zamykając w obrębie siebie. I miał ochotę
zawyć. Świadomość sieknęła wściekłym bólem miażdżonych nadmiarem tkanek.
Nadmiar. Nithra skupił całą wolę. Mniej. Bardziej nieruchomo. Bez buntu. To
tylko ból. Ma być do zniesienia.
Phervetiel przyklęknęła przy nim czekając aż otworzy oczy. Spokojnie
powtórzyła jego imię. Powieki Nithry drgnęły lekko i powędrowało ku niej puste
spojrzenie. Nie mógł jej widzieć.
Udało mu
się – stwierdziła zaskoczona tym faktem jakby cały czas zakładała, że jego
wysiłek musi skończyć się niepowodzeniem. Czekała aż mięśnie ponownie nabiorą
sił, by mógł powstać. Szybko zebrał się w sobie. Na tyle szybko, że znów była
zaskoczona. To naprawdę odbywa się na najwyższym poziomie – pomyślała. – On nie
powinien marnować czasu w Trzecim Domu... Sama potrzebowała kilku godzin, by
otrząsnąć się po nieudanej próbie. Nie przejęła niczego, a on uczyniwszy to, po
chwili już mógł dosiąść konia.
- Hurion... Może ja... – zaproponowała.
Popatrzył na nią obojętnie i wskoczył na siodło za Nithrą. To, że tamten
się trzymał nie oznaczało, że wkrótce nie będzie potrzebował asekuracji. Oboje
zerknęli na Asunę. Wyglądał jak ktoś, kto właśnie obudził się z głębokiego snu.
W pewnym sensie mógł się tak właśnie czuć. Było oczywiste, że nie za bardzo
rozumie gdzie jest i skąd się tu wziął.
- Pamiętasz nas? – zapytała.
Patrzył
na nią ponuro rozpoznając w niej Nitthor Tah, kogoś kogo bać się uczono go całe
życie.
- Tak... Przyjechaliście po mnie...
- Owszem. Jesteśmy w pół drogi do siedziby Nitthor
Tah...
- Spałem...
- Nie – powiedziała chłodno. Nie miała ochoty
tłumaczyć wszystkiego. I chciała to pozostawić Nithrze. – Pamiętasz co się z
tobą działo?
- Tak... – skrzywił się lekko i sięgnął do skroni
po chwili opuścił rękę i popatrzył na nią pytająco.
Nie uzyskawszy
odpowiedzi na to spojrzenie popatrzył na Huriona i Nithrę.
- Co mu jest? – zapytał.
- Nie ważne – mruknęła. – Jak się czujesz?
- Nie wiem...
- Nie wiesz?
- Nie wiem jak to zrobiliście, ale w miarę
normalnie...
- Odpoczywaj więc – mruknęła. – Jedziemy.
Popatrzył
na stojącego w pobliżu konia. Zwierzę było piękne.
- No... Wsiadaj. Jedziemy.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz