poniedziałek, 16 marca 2020

Asuna III

***

                                                                                              Asuna!


    Otworzył gwałtownie oczy. Przez chwilę leżał w bezruchu bezskutecznie nasłuchując. Nikt go nie wołał. Ze snu wyrwało go coś, co zapewne było częścią majaku. Podniósł się z legowiska i poczłapał do beczki ustawionej w rogu. Zdjął z haka czerpak i nabrał wody. Pił łapczywie, szybko, jakby ktoś go poganiał. Na zewnątrz panowała ciemność. Gdzieś w oddali poszczekiwał pies.
Położył się na powrót z nadzieją, że zdoła zasnąć, ale ledwo przymknął oczy, poczuł niepokój. Powróciło wspomnienie twarzy ze snu. Należała do dojrzałego mężczyzny o surowych rysach, zapadniętych policzkach i podkrążonych oczach. Nie znał nikogo podobnego, a jednak nie potrafił uwolnić się od wrażenie, że już gdzieś go widział. Zamiast spać, starał sobie przypomnieć gdzie mógł się z kimś takim spotkać. Może tak wyglądał mój ojciec? – drgnął i odepchnął od siebie myśl.
   Starał się nie wracać do swej przeszłości. Nie przychodziło to wcale z trudem. Wychował się u boku Horna, a jego rodzina stała się jego własną. Nie odczuwał jakiegoś szczególnego braku tamtych, którzy znikli z jego życia, zanim zdążył ich zapamiętać. Gdy dorósł, Horn opowiedział mu co się wtedy stało. Wiedział, że najstarszy z jego rodzeństwa – Idairu – zamordował dwóch synów wodza osady i nawet o tym nie wiedział. Gdy dotarła do niego wieść o śmierci tamtych, szukał winowajców z równym zaangażowaniem, co wszyscy pozostali. Horn był przekonany, że było to szczere. Laugh też tak twierdził. Idairu miał dar, który stopniowo przejmował nad nim kontrolę. Rodzina zaś doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale ukrywała ów fakt przed wszystkimi z osady. Prawdopodobnie chciała wykorzystać umiejętności Idairu do umocnienia swego statusu w osadzie. Podobno jego przodkowie zawsze rościli sobie pretensje do władzy w tym regionie. Tak, czy siak skończyło się egzekucją dokonaną przez wezwanych Nitthor Tah. Jego zostawili przy życiu. Takie mieli zasady. Dzieciom dawano szansę. Mimo tej szansy, szybko uświadomiono mu, że nigdy nie zapomną o nim i będą sprawdzali, czy jako potomek tamtej rodziny nie odziedziczył przypadkiem daru, jakim Idairu mordował innych. Westchnął. Hron mówił, że nie Idairu był mordercą, a jego dar. Że nie z jego woli padały trupy, a z woli siły, która w nim się przebudziła. Bronił pamięci o nim zawsze takim samym argumentem. Dość skutecznym, bo nikt nie potrafił z tym dyskutować. Nawet wódz. Kaleb nigdy nie pogodził się ze śmiercią dzieci i niechętnie patrzył na ostatniego z członków rodu. Asuna nie miał mu tego za złe. Rozumiał, teraz już rozumiał, że należało uszanować jego uczucia. Nie wyobrażał sobie, by sam potrafił wybaczyć komukolwiek, krzywdę wyrządzoną tym, których teraz uważał za swą rodzinę.
     Otulił się szczelniej ciepłą skórą i leżał w bezruchu chyba po raz pierwszy żałując, że jest w chacie sam. Ni z tego, ni z owego zapragnął zobaczyć co z Hornem, jego żoną, Liszką, Skrzydłem i Laughem. Nie mógł jednak ich teraz niepokoić. Była przecież noc i na pewno wszyscy spali. Zamknął oczy i skoncentrował się na oddechu. Tej sztuczki nauczył go kiedyś Laugh, który czuwał przy nim, gdy nie mógł zasnąć. Kontrola oddechu, dbanie o jego należytą głębokość i rytm odstraszała wszystkie inne myśli i często przywoływała sen.

***

    Laugh uśmiechnął się krzywo patrząc jak Asuna półprzytomnym wzrokiem próbuje objąć wszystkich, którzy go budzą.
-       Zaspałem... – wymamrotał niepewnie. I ze wstydem.
-       Owszem – miał szorstki głos, ale oczy rozbawione.
   Laugh nagle przypomniał sobie tego chłopaka, gdy był w wieku Liszki. Jak każde dziecko nie rwał się do spania, ale gdy to ono go dorwało, zapadał w sen tak głęboki, że ciężko było go dobudzić. Kiedyś zasnął podczas zabawy wśród jakichś zarośli. Szukała go cała osada głośno nawołując. Nie obudził się. Pamiętał, że ojciec, bo to on go znalazł wreszcie, przylał mu rozładowując swoje napięcie. Rozżalony Asuna nie potrafił wtedy zrozumieć, za co został ukarany. Gdy zanieśli go do domu, natychmiast zasnął i rano już nie pamiętał zamieszania jakie wywołał. Za to pamiętał je Laugh, bo pokłócił się wtedy z ojcem próbując obronić Asunę przed uderzeniem. Oberwał znacznie poważniej od inspiratora tej afery.
    Chłopak począł szybko się ubierać, ale jakoś niezgrabnie mu to szło. Może przeszkadzali mu widzowie. Laugh przyprowadził tu całą grupę patrolową. Nie zamierzał mu niczego ułatwiać.
-       Pospiesz się! – mruknął. – Jesteśmy spóźnieni.
-       Ha... – wymamrotał szarpiąc się z bluzą.
     Laugh przechylił na bok głowę i ironicznie przypatrywał się Asunie. Dawno już nie przypominał mu tak bardzo tego małego Asuny, którym niegdyś musiał się opiekować jako przybrany starszy brat. Szybko się to zmieniło. Należało zaakceptować fakt, że Asuna jest teraz jednym z członków jego grupy od którego należy wymagać wszystkiego, czego oczekuje się od podkomendnych. Poza tym, że nadal – jak za dawnych czasów – dzielił się z Asuną wszystkimi umiejętnościami, jakie sam posiadał ucząc go, dbał, by nie traktować go w jakiś uprzywilejowany sposób. Niektórzy w grupie uważali nawet, że powinni błogosławić, że nie łączy ich z nim podobna zażyłość jak Asunę, bo gdy oni wypoczywali po patrolach, Asuna zbierał od niego razy podczas morderczych treningów. Traktowany był zdaniem wielu zbyt surowo. Nie rozumieli, że wszystko to jest przedstawieniem dla nich właśnie, że potem stają się dla siebie normalnym rodzeństwem, może nawet w pewnym sensie przyjaciółmi. Laugh po prostu instynktownie rozdzielał sprawy rodzinne od obowiązków. W te pierwsze starał się nie wtajemniczać nikogo z grupy.
-       Kiria! Asuna, długo jeszcze?!
   Był już właściwie gotowy do wymarszu, choć ciągle półprzytomny, oszołomiony snem, zbyt powolny i zaskoczony. 
-       Idziemy! – polecił Laugh jeszcze raz obrzucając chłopaka uważnym spojrzeniem szukając oznak ewentualnej choroby, która mogłaby jakoś usprawiedliwić to spóźnienie. Nie znalazł takich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz