Spojrzenie Laugha przemknęło nad ostrzem i skierowało się w stronę matki.
- Ładnie pachnie... – powiedział zachowując wyuczoną obojętność, ale sam fakt, że zwrócił na to uwagę oznaczał, że chciał sprawić jej przyjemność.
- Skończcie, siądziemy do jedzenia – uśmiechnęła się Leth przywołując do siebie Liszkę. – Idź do Asuny, zapytaj czy nie jest głodny.
Mała kiwnęła energicznie głową i znikła za drzwiami.
- Laugh? – Horn podał strzałę synowi.
Chłopak uważnie przyjrzał się wiązaniu podtrzymującemu grot. Skinął z zadowoleniem głową.
- Nieźle...
- Nieźle! – oburzył się Horn. – Tylko tyle?!
Laugh wyszczerzył w szerokim uśmiechu równe, białe zęby. Był w tej robocie najlepszy w osadzie i Horn nie potrafił się z tym pogodzić. Od wielu dni próbował dorównać synowi. Miało to charakter zupełnie pozbawionego agresji współzawodnictwa.
- Pokaż, co jest nie tak... – mruknął wreszcie Horn.
- Tutaj... – pokazał na strzałę Laugh. – Przeciągaj tędy, a nie tędy... I będzie idealnie.
Jeszcze chwilę coś tłumaczył ojcu. A Leth mieszając zupę w kotle pomyślała, że kiedyś, dawno temu, marzyła o takiej właśnie rodzinie: o synach, którzy nie gardzą swymi rodzicami, ojcu, który potrafi uszanować synów, mężu, którego będzie można kochać pomimo upływu czasu. Jej marzenia się ziściły. Wyszeptała szybko formułę zaklęcia. Takie myśli przyciągają przecież złe duchy. Na szczęście właśnie mądrzy ludzie dysponują zaklęciami przeciw ciekawości złego.
- Niech to! – Laugh szarpnął rękę do tyłu kalecząc się ostrzem noża. – No!.. Dobrze naostrzony... – uśmiechnął się wkładając krwawiący palec do ust.
- Chodźcie... – poprosiła Leth widząc, że w drzwiach pojawił się roześmiany Asuna, znów taszczący Liszkę na plecach.
Horn zmarszczył lekko brwi widząc, że jest ubrany w strój Pograniczników. Nie miał pojęcia, że drużyna Laugha ma dziś służbę. Kolejną. Bo przecież szli rano.
- Ejże, dziewczyno! – mruknął wstając. – Jesteś już pannicą, nie wypada byś tak nadużywała męskiej grzeczności... – zdjął córkę z grzbietu chłopaka.
- Męska grzeczność – uśmiechnął się w odpowiedzi – nie cierpi na tym... Rany!.. Co tu tak pachnie?
Jedli w milczeniu. Nikt nie chwalił jej pracy, takie tutaj panowały zwyczaje, ale zapał z jakim pochłaniali jedzenie mówił sam za siebie.
- Laugh, ty dziś idziesz? – zapytał Horn odstawiając miskę obok siebie.
- Idziemy... Mamy wyjść naprzeciw Rundhinziael… Głupota! Sama by trafiła… Nie rób takiej miny. Rano powinniśmy być... Najpóźniej.
- Bardziej… - mruknął Horn między jednym kęsem a drugim – interesuje mnie twoja mina.
- Mamy zabrać Ertha. To dlatego. Myślę, żeby ubiec ich trochę… Może Rundhinziael zobaczy go pierwsza?
Erth od wielu dni leżał złamany chorobą. Zapewne starość. Ale w pół drogi mieli się spotkać z Nitthor Tah. Zabiorą go. Tak przynajmniej wszyscy myśleli.
- Może to i dobry pomysł… - zgodził się Horn. – Ale to twoja inicjatywa. Więc po wszystkim bądź łaskaw nigdzie się nie szwendać.
- Wrócę kiedy będę mógł – Laugh okazał zniecierpliwienie uwagą.
Skrzydło zerknął przelotnie na brata, ale zaraz umknął wzrokiem gdzieś w bok. Trochę zazdrościł bratu. Jego ciągle jeszcze wypytywali o to, gdzie spędza wolny czas. Laughowi darowywali nawet takie odzywki. Poza tym doskonale wiedział, gdzie brat zachodzi, gdy nie spędza nocy pod dachem rodzinnego domu. Asuna też wiedział, więc uśmiechnął się pod nosem pochłaniając kolejną porcję zupy. Liszka, która zdążyła już dawno temu zjeść posiłek oparła się o jego nogę i zasypiała.
- Idziecie potem na polowanie? – spytał nagle Asuna.
- Kiedyś trzeba... – mruknął Laugh.
Było oczywiste, że ta perspektywa nie jest mu na rękę.
- To może ja bym skoczył... Mógłbym jakoś spłacić dług za to, że mnie ciągle gościcie.
- Nie masz żadnych długów, Asuna – przypomniał mu trochę gniewnie Horn rozdrażniony fochami Laugha.
Teoretycznie nie miał. Nigdy nie dano mu w tym domu tego odczuć.
- No ale, przecież mogę się na coś przydać, nie? – uśmiechnął się chłopak odstawiając pustą miskę i swoim zwyczajem masując napchany brzuch.
- Mógłbyś – przyznał Horn szybko żałując, że odpowiedział nazbyt oschle. – Co nie zwalnia z obowiązków Laugha... Będziesz miał swoją rodzinę, wtedy będziesz....
Urwał widząc ponure spojrzenie Laugha.
- Nie możesz z tym poczekać? – warknął na dobre rozzłoszczony.
- Ile?
- Dzień, dwa...
- Duża różnica – uciął Horn.
Leth popatrzyła na męża z niemą prośbą. Jej zdaniem termin polowania nie miał żadnego znaczenia i Horn spokojnie mógł ustąpić, a teraz po prostu się upierał. Horn udawał, że nie widzi jej spojrzenia. Zawsze tak robił, gdy nie zamierzał z nią dyskutować nad pewnymi sprawami. Nie lubiła tego, ale już dawno się pogodziła z tym, że istnieją sprawy, w które on nie pozwala się wtrącać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz